wtorek, 28 lipca 2015

Ze szmatą w łapie.


Witam Was pośpiesznie ze szmatą w jednej i mopem w drugiej dłoni. Za 3 dni wyjeżdżamy! :) A ja mam taką manię, że dom ( no, mieszkanie) po powrocie musi być, "spot on", "tip top", "błysk total".
Szoruję więc, zamiatam, myję... Inkowy tata albo ma takie samo podejście do sprawy, albo nie chce wchodzić ze mną na wojenną ścieżkę, bo właśnie z zapałem pucuje okna i futryny.
 Inul zasnął, więc korzystając z momentu na trzecią kawkę, piszę dla Was i do Was.

 Długo zastanawiałam się, jakie fotki wrzucić pod tym postem. Bo przecież nie będę nagabywać Was zdjęciami stert prania i brudnych garów w zlewie.
Postanawiam więc zdać Wam krótką fotograficzną relację z jednego z naszych wakacyjnych krótkich wypadów. ( jeszcze z Anią)
 Tym razem Grenoble. Piękne miasto (największe w Alpach), położone u podnóża gór Chartreuse i pasma Vercors na wschodzie, jest również największym ośrodkiem uniwersyteckim Francji i jednym z najprężniej rozwijających się miast Europy. Miejscowość może się pochwalić tym, że jako jedna z nielicznych na świecie, wprowadziła zakaz reklam wielkoformatowych. Rzeczywiście, widok jest tak niesamowity, że grzechem byłoby go szpecić plakatem z pastą do zębów. Główną atrakcją Grenoble jest najstarsza francuska kolejka linowa (Téléférique) prowadząca do niezdobytej Bastylii. Trzęsłam portkami wjeżdżając, już po raz wtóry, w szklanej kuli w trzecim na świecie, co do wysokości, (po Rio de Janerio i Cap Town) wyciągu miejskim.
Ale widoku, który staje nam przed oczami na samym szczycie, nie można opisać słowami. Pięknie, pięknie, pięknie... A jeśli Was nie wytrzęsie całkowicie, warto zjeść w niedrogiej, regionalnej restauracji zaaranżowanej w murach XVI wiecznej Bastylii.
 To Wy planujcie wypad do Grenoble, a ja do szmaty.
Do miłego!