środa, 1 lipca 2015

WYLICZANKI: 5 desek ratunku na upalne dni.



Moment, w którym mój wpis wyskoczy na waszych ekranach poprzedza kilka godzin, a czasem nawet dni burzy mózgu. Posty planuję z wyprzedzeniem i staram się pisać najciekawiej jak potrafię.
Dziś jednak będzie całkiem inaczej. Nudno, nieskładnie, chaotycznie i bez planu.
Bo jest mi GO-RĄ-CO!!!!!
Nie mogę myśleć o niczym innym, jak o walce z tym 40stopniowym (w cieniu!) skwarem.
O tym więc będzie mój dzisiejszy post.


WYLICZANKI
Jak przetrwać upał. Sposobów 5.

1. Zdjąć warstwy.
Czyli po prostu się rozebrać. Co też uczyniłam. Może nie aż tak doszczętnie i całkowicie, jak by mi się to marzyło, ale złamałam swoje zawodowe zasady i poszłam do szkoły w plażowej kiecce. Na szczęście nikt na mnie dziwacznie nie patrzył, bo widziałam, że sam pan prowizor ( szef zespołu szkół) chował pod biurkiem stópki w japonkach. A kolega z sekcji portugalskiej ( nawiasem mówiąc, powinien mieć większą odporność, niż ja) rozdzierał na sobie szaty, niemalże jak Rejtan u Matejki.

2. Pamiętać o wodzie.
A ja właśnie zapominam i nie piję. Posłuchałam jednak rady rozsądniejszych ode mnie i zaczęłam kontrolować spożywanie płynów. To znaczy, ze spijaniem pysznej pianki z latte, czy cappuccino problemu nie ma, ale czyste H2O sprawia mi wiele trudności.  Naznaczyłam więc dwulitrową butlę życiodajnego napoju napisem: "DO WYPICIA tego i tego dnia" i już sama przed sobą udawać nie mogę i wymigiwać się też nie.

3. Moczyć dupsko.
Ku wielkiej uciesze Inula mego, pierwszą rzeczą, którą zrobiłam dziś po przyjściu z pracy, było wsadzenie mojej uroczej pupy do jej balkonowego basenu. Oj, jak mi dobrze było!! I wiecie co? Jak tylko wyślę wam ten post, zabieg powtórzę.

4. Kryć się.
Czyli nie wychodzić z domu w godzinach upalnego szczytu. Ten szczyt jednak jest rozległy jak pasma górskie w Alpach. Dziś o godzinie siódmej było 26 stopni. Na szczęście należę do radosnej grupy posiadaczy wakacji letnich i już za parę dni, za dni parę..

5. Ograniczyć wykonywanie jakichkolwiek czynności.
Co przy moim dość skomplikowanym charakterze jest niezwykle trudne. Bo moja dusza, ciało i wszelkie zmysły nie zaznają spokoju dopóty, dopóki nie jest wysprzątane, wyprasowane, wymyte, wyczyszczone i w(y) ogóle wszystko na "wy".
Walczę  jednak ze sobą i postanowiłam przeczekać. Do tego czasu pewnie obrośniemy w bród, bo żar ma się z nieba lać przez następne 10 dni, ale nie dam się pokonać jakimś tam garom.

Jeżeli macie jakieś inne skuteczne sposoby na przetrwanie upałów, dajcie temu upust w komentarzach. Rady będę spijać z waszych ust (wirtualnych), łapczywie jak wodę z moich naznaczonych butelek.