niedziela, 5 lipca 2015

Szkoda, że tutaj nie ma... Czyli 7 "rzeczy", których brakuje mi we Francji.


Uważam się za rozważną patriotkę. Kocham swój kraj, ale widzę też jego wady i doceniam walory państw, w których mieszkam; teraz Francji, a wcześniej Anglii.
Są jednak ludzie, rzeczy i wartości, których nic i nikt nie może mi zastąpić bez względu na miejsce zamieszkania. Dzisiaj więc o tym WYLICZANKI.


7 "rzeczy", których brakuje mi we Francji:

1. Mojej Mamy.
 Wyjaśniać nie trzeba.

2. Moich przyjaciółek.
 Ale ku mej wielkiej radości już we wtorek przyjeżdża do mnie Ania, która, razem z Jolą, jest niemalże rezydentką tego bloga.  Oj, będzie się działo! Kaweczki, ploteczki, wspomineczki... "A pamiętasz tego? A ją pamiętasz?" Nie mogę się doczekać.

3. Polskich księgarni.
Co prawda, kupuję książki w sklepach internetowych, ale to nie to samo, co dotknąć, obejrzeć i powąchać przed zakupem.

4. Czasopism kobiecych.
Bo mam czasem ochotę, szczególnie w takie upalne lato jak teraz, poczytać coś nieambitnego, niezobowiązującego, ale niekoniecznie durnowatego do potęgi entej. We francuskiej prasie znalazłam tylko te dwie skrajności.

5. Jedzenia.
To chyba powie każdy Polak na obczyźnie. Brakuje mi ogórków kiszonych, twarogu, sera wędzonego, mleka w proszku, knedli z truskawkami (bo nie umiem robić)... W Londynie polskie produkty można było znaleźć w każdym lokalnym sklepiku. Tutaj z takich zakupów robi się mała wyprawa. Ale dla chcącego nic trudnego. 

6. Lekcji kończących się o 12.
To w perspektywie mojej córki. Nie biorę tu pod uwagę programu nauczania francuskiego, czy polskiego, bo oba mają wiele wad i mało zalet. Ale chciałabym, żeby moja Inka kończyła lekcje, szczególnie w najmłodszych klasach, o rozsądnej godzinie, zamiast przesiadywać do nocy w szkole. Żeby miała w dzieciństwie czas na bycie dzieckiem. Ale to moje pobożne życzenie.

7. Przyjaznych sąsiadów.
Na których mogę polegać w nagłych sytuacjach, którzy pożyczą awaryjną szklankę mąki, z którymi łączyłoby mnie coś więcej, niż "dzień dobry" w windzie. Ale miałam w swoim francuskim życiu takich wymarzonych sąsiadów. Traf chciał-Polaków (tu troszkę o nich). Teraz mieszkają ździebko dalej, bo się "od nich" wyprowadziłam, niestety. Na szczęście przyjaźń pozostała.

Mogłabym wymieniać i wymieniać, ale to takie moje najważniejsze ważności. 
 Wkrótce napiszę o tym, co mnie we Francji cieszy i raduje. Bo tego też jest sporo.