poniedziałek, 22 czerwca 2015

3 rzeczy, które dziwią mnie u Francuzów.

Pomyślałam sobie, że tym moim ostatnim postem klik rozpocznę krótką serię tekstów, w których będę wyliczać, przeliczać i odliczać różne różności z mojego życia.
A więc witam was w WYLICZANKACH.



3 zachowania, które mnie dziwią u Francuzów.

1. Całusy, buziaki, cmoki.

Teraz powoli brakuje mi już tej świeżości w zdziwieniu, bo się po prostu przyzwyczaiłam. Pamiętam jednak, że te ogólnoludzkie całowanie wywarło na mnie spore wrażenie. 
To, że cmokamy się z rodziną i bliskimi przyjaciółkami jest sprawą raczej normalną. Ale wylewne okazywanie uczuć wobec co drugiego mieszkańca planety...?
 Całować się trzeba zawsze i wszędzie. Z rodziną, przyjaciółmi, znajomymi, znajomymi znajomych. Z ludźmi, których jeszcze nie znamy, ale są przyjaciółmi naszej drugiej połówki. I oczywiście z ich drugimi połówkami.
 Najgorsze pocałunkowe zamieszanie miałam w pracy. Z kolegami po fachu też wypada się cmoknąć. Przynajmniej z tymi, którymi spotykamy sie od czasu do czasu. Jednak w szkole, której pracuje około 200 nauczycieli trudno mi było dokonać selekcji. Czy zjedzony wspólnie lunch, to już znajomość? Ile razy należy się minąć na korytarzu, by przejść do etapu całuśnych znajomych. Głupio jest też, gdy jeden "nieznajomy" stoi ze "znajomymi". Całuję wszystkich? I czy następnym razem ten "nieznajomy" przechodzi na strone grupy kolegów do całowania?
Tak łatwo jest popełnić buziaczne faut pas.

Sama technika też nie była zagadnieniem oczywistym. Na początku sadziłam soczyste i szczere buziaki w poliki. Szybko jednak zorientowałam się, że patrzono na mnie z dziwacznym uśmieszkiem.
 Okazało sie, że prawdziwy francuski pocałunek nie ma nic wspólnego z wymachiwaniem jęzorem
Policzki zbliżamy ledwo, ledwo ku twarzy przeciwnika i wysyłamy w przestrzeń jedynie charakterystyczny odgłos pocałunku. CMOK!
Ile razy? Ba!! Oto jest pytanie!
Na północy i w stolicy całujemy się 2 razy. Jadąc w dół mapy liczba buziaków wzrasta do 3, a na gorącym południu Francuzi ofiarowują sobie 4 cmoki.
Nic prostszego!



2. Mały, mniejszy, malutki.


 Francuzi chyba czują się delikatnie zagubieni w bezkresie świata. Może to za sprawą otaczających ich wód mórz i oceanów.
Tworzą sobie więc swój mały, intymny świat, w którym wszystko jest malutkie i bezpieczne.
I tak już wczesny rankiem (petit matin, dosł. małe rano) siadają do petit dejeuner ( dosł. małe śniadanie), by napić się , petit cafe i zjesc petit croissant.
W czasie dalszych posiłków też wszystko umniejszają, co niekoniecznie wiąże się z wielkością porcji.
 Czas mierzony przez mieszkańców tego pięknego państwa również dzieli się na małe odcinki.
Zawsze mnie zastanawia ile trwa petite heure czyli mała godzina, albo na przykład petite demi-heure - małe pół godziny.
A może to pomniejszanie rzeczywistości sprawia, iż sami czują się więksi?


3. A table!

Rodzinne posiłki we Francji są maratonem. Mój organizm musiał się przyzwyczaić do podobnych wyczynów, ale początki były brutalne.
 Zwyczajowo spotkanie zaczynamy a od aperitif, który składa się najczęściej z kolorowych alkoholi i przekąsek typu chipsy, paluszki, orzeszki, mini-kanapeczki.
Trwa to od 1.5- do 2 godzin.
Tu jeszcze mam siłę i z żołądkiem wypełnionym oliwkami zasiadam do części głównej, która podawana jest od razu na talerzach, a nie jak do tego przywykłam w czasie rodzinnych uroczystości, na półmiskach i salaterkach.
Do obiadu w zależności od posiłku serwuje się czerwone, białe lub różowe wino.
Czas trwania- około 1 godziny.
Wchodzą sery. Mój ulubiony punkt programu. Do serów odpowiedni trunek.
Gdy te znikają, na stole pojawiają się desery i kawa i oczywiście odpowiedni rodzaj słodkiego alkoholu lub szampan.
Mija kolejna godzina  i 15 minut.
Całość kończymy dijestif, likierem, który rzekomo wpływa dodatnio na trawienie.
 Można więc spokojnie założyć, że rodzinne obiado-kolacje trwają 4- 5 godzin bez wstawania od stołu. Lub z delikatnym przemieszczenie od stolika kawowego do jadalni.

  Co kraj, to obyczaj.
Ciekawa jestem jak Francuzi odbierają naszą polską rzeczywistość.
A może wy macie jakieś doświadczenie w tej sprawie?