sobota, 30 maja 2015

O ważności małych przyjemności.


Ja to mam dokładnie jak w tym starym przeboju Natalii Kukulskiej. Pamiętacie? "To ja. Zatrzymaj mnie." Jak się rozpędzę, to lecę. Przez tydzień, dwa... Z zadartą kiecą. Uczę, karmię, tankuję, sprawdzam klasówki, prasuję, kąpię... Uff! Znacie to? 

Aż przychodzi moment opamiętania. Chwila, w której pytam siebie: "Hej, a może by tak zrobić sobie małą przyjemność? Zasłużyłaś." I to nie musi być nic wyrafinowanego. Bukiet piwonii kupiony na targu, dobra kawa w kawiarni. Taka z cynamonem i bitą śmietaną. Nowy numer niemądrej gazety z setką kolorowych zdjęć.
 Czasami wstaję pół godziny przed domownikami, żeby w ciszy napoić się przyjemnością poranka. Marzy mi się, że kiedyś dołączę do tego jogę. To też luksus, na który, na szczęście, mnie stać.
 Oczywiście bywają chwilę większego szaleństwa. Nowe buty, nowa fryzura, podróż w znane lub nie. Ale tak naprawdę, to te małe, codzienne przyjemności nadają życiu smak i kolorują codzienność.
 Bądźmy dla siebie dobrzy i traktujmy siebie tak, jak chcemy być traktowani przez innych.
A wy, pamiętacie o sobie?