niedziela, 24 maja 2015

Dudu rządzi.



 Kiedy człowiek spodziewa się dziecka, to spodziewa się wszystkiego.
Kupek o 3 rano, wymiocin na świeżo zmienionej bluzce, snu trwającego pół godziny z czterema przerwami na karmienie.
Mówię człowiek, ale myślę głównie o kobietach. (Przepraszam, Panowie!) Mężczyźni nie spodziewają się niczego. Jak błędni rycerze obijają się o cztery ściany (albo ile kto ma) strzelając przerażonym wzrokiem.

 Gdy nasza córka przyszła na świat, zaopatrzyliśmy się w masę niezbędnych przedmiotów i jeszcze większą ilość rzeczy kompletnie niepotrzebnych.
Kupiliśmy tez maskotki. Mnóstwo maskotek. Pluszowe zabawki przynosili również odwiedzający nas goście.
Inka nie zwracała na nie większej uwagi, aż do czasu... Jakieś półtora roku temu. Po wstępnych i wtórnych eliminacjach został wybrany ten jeden jedyny. DUDU. W bardzo praktycznym białym kolorze.
 Bardzo szybko zrozumieliśmy, że nasz spokojny sen, podróże, odwiedziny znajomych, wizyty lekarskie, zakupy, pobyt u niani, jedzenie, mycie, picie... Wszystko to, zależy od obecności wszechwładnego Dudu w kształcie żyrafy. Dla mnie, bo dla reszty świata zwierzę to należy do krowowatych.
 W każdym razie Dudu rządzi, bo Inka, niestety, rzadko się z nim rozstaje.
Ostatnio okazało się, że Dudu powoli się rozpada. Reanimuję go jak mogę, ale biel już bielą nie jest, a i futro nie to samo.
Zaczęliśmy przeszukiwać internet w poszukiwaniu klona, bo w supermarkecie, z którego pochodził pluszowy dyktator, już dawno go nie ma. A w sieci jest. I owszem. Ale tamtejsi wyjadacze życzą sobie sumkę trzy razy większą. Widocznie my- debiutujący rodzice jesteśmy bardzo przewidywalni. Chciał, nie chciał, Krowożyraf zostanie zakupiony.
 A jak to u Was z maskotkami, przytulankami, misiakami i Krowożyrafami jest?? Rządzą??