piątek, 22 maja 2015

Zabawa w ciepło-zimno.





 Oszalała pogoda. Kompletnie i całkowicie. 4 dni temu- upał! Rozpływaliśmy się wszyscy, wyszukując cienia. Inka paradowała roznegliżowana w bluzce na makaronowych ramiączkach, ja narzekałam na brak krótkich spodenek, samochód ledwo zipał nadmuchując zimne powietrze.

 Tylko inkowy tata był w swoim żywiole, bo on ciepłolubny. Ja niby też, ale nie tak nagle, bez uprzedzenia, bez preludium. Ja się muszę nastawić. Kompozycje ciuchowe przygotować, okulary przeciwsłoneczne doczyścić. Lato musi być dopieszczone i wygłaskane.
 No to mam! Teraz wicher łby urywa, że hej!! Połamał mi mieczyki na balkonie, czego przeboleć nie mogę. Zmuszona zostałam wyciągnąć kurtkę z kapturem, co to już zabarykadowana była na dnie zimowego pudła. Chociaż są tacy, co się nawet czapkują i szalikują. I w ogóle ludzie chodzą z nosami na kwintę, bo to już lato było, a tu znów trampy i ciepłe majty.
Durnoctwo kompletne z tą pogodą.
No, wiem, wiem. Trudno mi dogodzić, ale już wolę to gorąco. Niech mi grzeje i przypala. Nie będę biedolić. Ale słońca mi trzeba. Bo ja działam na baterie słoneczne. Wy też tak macie?