niedziela, 15 listopada 2015

...



PONIEDZIAŁEK
Rano piekliłam się, że nie mam co na siebie włożyć. Z szafy leciały bluzki, spódnice, spodnie, a ja w panice, że spóźnię się na pociąg, lamentowałam, że nic się nie nadaje.


WTOREK
Na dworcowym parkingu jakiś złośliwy babsztyl ukradł mi ostatnie miejsce parkingowe. Chociaż ewidentne było to, że to ja byłam pierwsza. Baba zepsuła mi humor zaraz na początku dnia.

ŚRODA
Inkowy Tata nie umył naczyń. Wióry leciały i iskry się sypały. Byłam wściekła i nie pomogło nawet to, że w między czasie brudne gary już zniknęły ze zlewu.



CZWARTEK
W pracy nawał pracy. Koniec trymestru oznacza stosy wypracowań i klasówek do sprawdzania. Przygotowywania do lekcji zajmują mi całe wieczory. A jeszcze na kursy różniaste się pozapisywałam. Kolejne drobne szkolne zadanie było kroplą goryczy i wściekłości.

PIĄTEK

Opłaty za mieszkanie rosną, a na korytarzu brud, błoto, liście.... Ulotki reklamowe nie mieszczą się już w koszu przy skrzynkach na listy i warstwami tworzą dywan na posadzce. Bramka znów zepsuta, chociaż teoretycznie to osiedle zamknięte. Chyba do nich zadzwonię i im wygarnę!



SOBOTA
Rano włączyłam telewizor.
Życie po raz kolejny pokazało mi, co jest naprawdę ważne.
Z myślą o Paryżu............