piątek, 25 września 2015

Jak przetrwać wrzesień i nie zwariować?


  Sporo pisałam Wam ostatnimi czasy jak oszczędzać jesienią, co robić, by w jesienne poranki tryskać energią, jak odzyskać troszkę jesiennego czasu dla siebie. Tymczasem, ta moja wyczekiwana pora roku rozłożyła mnie całkowicie na łopatki i już od zmysłów odchodzę.


  To co mnie opętało to ni mniej, ni więcej, ale typowy sklerotikus wrześniowus. Mam nadzięję, że nie zaraźliwy, bo jak przejdzie na inkowego Tatę, to umarł w butach. A czym ta przypadłość się objawia. O, proszę. U mnie jest tak:

- notorycznie Weronikę nazywam Viktorią i odwrotnie. Przechrzciłam Pawła na Przemka. Imiona mieszam bez żenady, albo w ogóle zawieszam się jak stare Atari, wypatrując z nadzieją w oczach małej podpowiedzi. Moi uczniowie zaczynają mnie dopytywać ile mam lat. Chyba boją się, że starość zaczyna się już w moim wieku. Na razie tłumaczę, że to sklerotikus wrześniowus i za parę dni mi przejdzie. A co będzie jak nie? Na wszelki wypadek wszystkie prace domowe, klasówki i.t.p. zapisuję podwójnie. Na wszelki wypadek. Gdybym zapomniała, gdzie zapisałam.



- wczoraj wróciłam do domu na czworaka. Postanowiłam wykorzystać godzinkę, przed odbiorem Inki od niani, na małą drzemkę. I pamiętam jak sobie w myślach ( Albo głośno? Kto wie?) wytłumaczyłam, że inkowy Tata kończy wcześniej i mam nie przekręcać klucza w drzwiach. Padłam jak kamień.
Po godzinie okazało się, że klucz jednak przekręciłam i w tych drzwiach zostawiłam, a inkowy Tata pół godziny stał pod domem. Bo również, bardzo przezornie, wyłączyłam telefony. Nie jestem pewna, czy uwierzył, że to wina wrześniowusa.

 - myślę jednak, że rekord padł dziś.
Na dworcu okazało się, że zapomniałam biletu miesięcznego. Musiałam więc wrócić do domu, ale na pociąg było już za późno. No, trudno, drogi interes, ale samochodem przynajmniej wcześniej będę w domu.
Szkolny dzień minął mi niezwykle przyjemnie, a po skończonych zajęciach spotkałam koleżankę. Przepaplałyśmy całą drogę do metra ( Tak, tak. Jesteście na dobrym tropie.) Radośnie wsiadłam do wagonu, z myślą, iż nie spóźnię się na pociąg, po czym ( już mniej radośnie) przypomniałam sobie, że mój samochód stoi w szkolnym garażu. Zdążyłam jeszcze wyskoczyć z metra, zanim ruszyło. Nie muszę Wam chyba opisywać, jak bardzo poprawiłam piątkowy humor wspomnianej koleżance.
A do niani byłam spóźniona.

Po prostu wspaniale! Powiedzcie mi tylko, że to wrześniowus. I w październikusa zakaźnego nie przejdzie. No, i poradźcie, jak mam przetrwać ten wrzesień, by nie zwariować???
A post miał być o czymś innym.  Ale.... zapomniałam.




Mogą Ci się spodobać:
Ze złością.
Urodzinowa zrzęda.
O pewnym Stefanie.