sobota, 12 września 2015

Dzień dobry, it's nous.



Każda rodzina ma swoje tajemnice, rytuały, swoje miejsca, czy powiedzonka.
Naszą magią jest trójjęzyczność, na którą zdecydowaliśmy się świadomi jej zalet i wad.

  Nie wyobrażałam sobie, by mówić do Inki w innym języku, niż polski. Języku Babci, kołysanek i Misia Uszatka. Już kiedyś o tym pisałam (tu), iż mam wrażenie, że ten nasz wspólny kod, inny od tego, który słyszymy za oknem, zacieśnia nasze więzi jeszcze bardziej.
  Nad angielskim troszkę się zastanawialiśmy. Jest to język, w którym inkowy Tata i ja poznaliśmy się, stworzyliśmy i rozwijamy nasz związek. Kilka razy próbowaliśmy przejść na francuski, ale to nie te umiejętności i nie ten sam 'flow'. Jasne więc było, że język Szekspira i Adel będzie u nas w domu obecny i Inka musi go rozumieć. Bałam się tylko, że inkowy Tata będzie języki mieszał, a to największe przestępstwo wobec metody OPOL (one person-one language - jedna osoba-jeden język), którą zdecydowaliśmy się stosować. Dziecko kojarzy i wiąże język z daną osobą, czy miejscem, co sprzyja jego identyfikacji i rozwojowi.
 Jak się okazało Tata stanął na wysokości zadania, a nawet wzniósł się na wyżyny i jest po prostu świetny. Zdawałam sobie sprawę  również z tego, że nie będzie on rozumiał, co mówię do naszej córki, ale i to udało nam się ujarzmić. Inkowy Tata zaufała, ze nie spiskujemy za jego plecami ;)  i zna polski coraz lepiej.
 Rozumienie trzech języków przyszło Ince właściwie automatycznie. Nad mową wytrwale pracujemy. Bo to powiedzenie o dziecku i jego umyśle z gąbki nie do końca jest prawdziwe. Każda wielojęzyczność wymaga pracy i konsekwencji.
 Duma mnie jednak rozpiera, gdy niania, która zaczynała się martwić swoją nieznajomością języka polskiego (tu o tym), mówi mi, że moje dziecko rozmawia z nią po francusku, choć jest to jeszcze język początkujący. Bo choć czasami martwię się słysząc rozwinięte zdania, którymi posługują się Zdzisiu czy Krysia, uzbrajam się w cierpliwość. Wielojęzyczność potrzebuje czasu i wszelkie porównywanie nie ma sensu.
 A największą nagrodą jest, gdy słyszymy przed snem:

"Kocham cię, mamo.
I love you, daddy."