wtorek, 18 sierpnia 2015

Zdrowe zarażanie.


 Z wiekiem budzi się we mnie coraz więcej miłości. I nie to, żebym przechodziła na ciemną stronę poligamii.
Miłości  w sensie pasji, zainteresowań, zamiłowań. Porywają mnie nowe zajęcia,  świat staje się ciekawszy z każdym dniem.

 Najświeższym hobby jest blogowanie, które wydaje się się studnią bez dna. Od jakiegoś czasu, z otwartą ze zdziwienia buzią, odwiedzam świat fotografii. To połączenie sztuki i fizyki ze sporą domieszką magii fascynuje mnie bardzo.
Oczywiście uwielbiam czytać, chociaż, paradoksalnie, w wakacje mam mniej czasu na lekturę, niż w czasie roku szkolnego.
Ale od zawsze, odkąd pamiętam, największą moją pasją był taniec i jazda konna. I chyba gdzieś tam w środku żal mi trochę, że moje kroki zawodowe nie poniosły mnie w żadną z tych stron. Tak na pół etatu, bo szkoły bym jednak nie oddała.
 I chciałabym bardzo zarazić moją Inkę tym wszystkim, co kocham. By szukała przygody na stronicach książek, by jak ja z zaciekawieniem patrzyła przez obiektyw aparatu, by kochała taniec i podziwiała dostojność i piękno koni.
Ale chciałabym właśnie ją zarazić. Nie zmuszać, nie namawiać, nie organizować życia.
A jeśli nie po drodze jej będzie w siodle i baletkach?
Na pewno złapie innego bakcyla.