wtorek, 4 sierpnia 2015

Łyżki milowe.


Wakacje dzielą się na te przed dziećmi i te z dziećmi.
Bezdzietne pary jedzą, co chcą i kiedy chcą. A jak chcą to nie jedzą. Śpią, kiedy chcą, drzemią, lenią się i opalają. Ale nie czują tej radości z pierwszej kąpieli w morzu, pierwszego kostiumu i drzemki w plażowym namiocie.

 Ci dzieciaci wysysają wakacyjny czas, by z radością lub stresem obserwować kolejne etapy rozwoju radosnej dzieciarni.
My również postawiliśmy przed sobą zadania. Tym razem żywieniowe. Bo Inka łatwym przeciwnikiem nie jest. Wybredne to nasze maleństwo. Pewnie po mamie.
Więc korzystając z tego, że Inka ma letnie towarzystwo w postaci swojej kuzynki, rozszerzamy dietę. I rozszerzamy też czas trwania posiłków. I modlimy się nad każdą łyżeczką, robimy samoloty, wypowiadamy zaklęcia i stosujemy wszystkie triki, które znane są tylko rodzicom.
A wakacyjny czas mija. Plaża się zapełnia bez nas, słońce opala ciała innych, drinki wypełniają nie nasze szklanki.
Ale wiecie co? Dobrze mi z tym. I każda zjedzona łyżeczka cieszy mnie bardziej, niż napój wypity na morskim brzegu ze szklanki ze słomką. Niech żyją wakacje!!